—Szopa! — warknęła stara Czerwiec. W jej głosie wyraźnie dźwięczała przestroga. .
Harkin poczuł, iż rzucono mu wyzwanie. W gruncie rzeczy nie mógł sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zdarzyło mu się już znaleźć w podobnej sytuacji. Szybko jednak ocenił, że ma ograniczone możliwości, a im dłużej się nad nimi zastanawiał, tym bardziej nie mógł znaleźć sensownego rozwiązania. On również był świadom tego, że obie strony rozprawy zatrudniają dziesiątki konsultantów, doradców i różnych wścibskich typków, którzy bez przerwy kręcą się po sali i przylegających doń korytarzach. Od pierwszego dnia procesu bacznie obserwował widownię i także zdołał zidentyfikować grono osób obeznanych z procedurami sądowymi, lecz pragnących nie zwracać na siebie niczyjej uwagi. Był więc przekonany, że ów tajemniczy mężczyzna przy pierwszej okazji niepostrzeżenie wymknie się z sali.. - On posługuje się Mocą i Rozumieniem. A przecież nie został nauczony żadnej z tych magii, jest zupełnie bezbronny i nie rozumie, jakie to ryzykowne. Teraz jego świadomość przebywa w kocie. On po prostu jest kotem.. - Czy zdarzyło wam się już kiedyś otrzymać rozkaz bezpośrednio od inspektora, przez radio? - spytał pewien, że i tym strzałem w ciemno trafił bez pudła.. - Trudno będzie wyszukać coś takiego - zaprotestował szef techników. - Za dużo zmiennych. Gdybyśmy tak mogli wejść w górne warstwy atmosfery.... - Ale... - Zamknęła usta i z uroczystą miną postąpiła tak, jak ją prosiłem. Po chwili wróciła. - To wszystko, co było w tej kieszeni. - Wręczyła mi portfel nieznajomego.. Teraz patrzyłem na skarbiec innymi oczyma, widząc wszystko bardziej wyraziście dzięki pamięci Edwarda Bonda. Przedtem nigdy mnie nie zastanawiały specjalnie palące się przyćmionym bursztynowym światłem soczewki, umieszczone w zagłębieniach muru. To światło było zabójcze. Wiedza zdobyta na Ziemi przypomniała mi zasadę jego działania. To nie magia, lecz błyskawiczne odprowadzenie energii elektrycznej z mózgu. Tamten stożkowy czarny przyrząd również zabijał. Potrafił rozerwać człowieka na kawałki. Tak gwałtownie targał jego siłami żywotnymi przerzucanymi bezustannie między sztuczną katodą i anodą, że żywe ciało ludzkie nie było w stanie znieść wytworzonego naprężenia. Powstawał zmienny prąd pulsujący.. Odstąpiwszy parę kroków do tyłu, spojrzał w górę na drzewa rosnące za bramą. Siedząca w listowiu, czerwono-żółta papuga kakadu jeszcze raz posłała mu świdrujący w uszach, przedrzeźniający krzyk.. Hunt siedział osłupiały. Po wszystkim, czego się dowiedział o ganimedach, ma uwierzyć, że byli zdolni do zaplanowania czegoś takiego? Szilohin patrzyła na niego i zdawała się czytać w jego myślach..